wtorek, 22 kwietnia 2014

Zona - Wyprawa I - Prypeć - Szpital

Średni poziom promieniowania: 0,2 μSv/h
(poza piwnicą i kilkoma innymi punktami)

Współrzędne geograficzne: 51 24 23.8N 30 03 57E

W noc katastrofy dyżur pełnił lekarz Walenty Białokoń i chirurg polowy Aleksander Skaczok. Pogotowie zostało zawiadomione niemal w tym samym momencie, co straż pożarna. Skaczok wraz z kierowcą wyruszyli tuż za wozami strażackimi do elektrowni. O godzinie 1:42, widząc ogrom katastrofy, Sasza Skaczok poinformował dyżurną, że na miejscu niezbędny jest lekarz. Wyjechały 3 karetki, w tym jedna z Walentym Białokoniem, który wcześniej był na wyjeździe u pacjenta. Po kilku minutach od ich przyjazdu przyprowadzono pierwszą osobę, pracownika elektrowni z bloku III, odczuwającą skutki napromieniowania. Miał mdłości, wysokie ciśnienie, bóle głowy, wymiotował. Potem przyszli kolejni z tymi samymi objawami. Odwieziono ich do szpitala w Prypeci. Następnie pojawili się osłabieni strażacy. O 6:00 rano lekarz sam zaczął odczuwać niepokojące objawy. Wrócił jeszcze na chwilę do domu, umył się i przebrał, rozdał sąsiadom jodek potasu, polecił zamknąć okna i nie wypuszczać dzieci. Przyjechał po niego lekarz Diakonow, zabrał do szpitala pod kroplówkę. Szpitalna podłoga była cały czas myta, gdyż większość przywożonych przez karetki osób wymiotowała. Białokoń leżał w szpitalu w Prypeci obok strażaka - Piotra Chmiela, następnie razem trafili do kliniki radiologicznej w Moskwie...





























 

Na parterze natrafiam na coś niezwykle radioaktywnego, fragment munduru strażaka. Zmierzone promieniowanie gamma+beta to 2 553 μSv/h (dla porównania jest to ok. 17 000 razy więcej niż normalne promieniowanie tła w Polsce czy w Czarnobylu).



Odnajduję też zejście do piwnic szpitala. Skażone ubrania strażaków znoszono na bieżąco właśnie tam.  W jednym z piwnicznych pomieszczeń z takimi ubraniami promieniowanie jest niewiarygodne - rzędu kilku tysięcy μSv/h. Są tam też przedmioty (np. buty), które są źródłem promieniowania gamma+beta  powyżej 10 000 μSv/h (ponad 65 000 razy tyle, co promieniowanie tła w Polsce czy Czarnobylu)! Dodatkowo weźmy pod uwagę fakt, że minęło już prawie 30 lat od katastrofy. Izotopy  Cezu czy Strontu mają połowiczny okres rozpadu równy odpowiednio 30,07 lat i 28,78 lat. Gdy przywożono strażaków do szpitala, ich ubrania mogły być więc dwa razy bardziej napromieniowane. Ocenia się, że promieniowanie na dachu reaktora i w innych najbardziej krytycznych punktach mogło dochodzić do 5,6 R/s, co stanowi w przybliżeniu 200 Sv/h (200 000 000 μSv/h)!  
Krążą różne opowieści o dalszym losie strażaków, często niewiarygodne, według jednej z nich kilku strażaków pochowano w Zrudziałym Lesie, aby nigdy nie zbadano poziomu ich skażenia.


Jedna z sal, w której przyjmowano strażaków:


 Kolejne źródło wysokiego promieniowania:


Oraz następna sala, w której byli strażacy:


Szpital dawniej:

Źródło: pripyat.com
Opuszczam to miejsce skrywające straszliwą tragedię. Ok. 100 m na północny zachód od szpitala znajdują się kawiarnia "Prypeć" oraz przystań, kolejne miejsca do zwiedzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz